Nie nadaję się na widza.

Wczoraj byłem na spotkaniu ze znajomymi. Poza tym, że graliśmy w karty, śmieliśmy się ze wszystkiego, obgadaliśmy wszystkie znane nam osoby, wymieniliśmy się najnowszymi plotkami i wiele tym podobnych rzeczy, oglądaliśmy amerykańską produkcję filmową pt. “Transformers”. Po seansie doszliśmy do wniosku, że nie nadajemy się na widzów.

Najpierw trzeba pokrótce opisać fabułę. Są roboty dobre i złe. Kiedyś na ziemi znalazł się w lodach Antarktydy (chyba, a może Arktyki?) szef złych. Zobaczył go prapradziadek głównego bohatera, a na jego (prapradziadka) okularach coś (nawet nie wiem co) i to było bardzo ważne. W między czasie na ziemię spadło kolejna ważna rzecz, którą rozpracowywali amerykańscy naukowcy, i dzięki niej niby mamy postęp. No i cały film to walka tych dobrych i złych robotów. Oczywiście pomaga ten chłopak (główny bohater) wraz z dziewczyną, którą kocha, ale bez wzajemności. Zostaje ona wplątana w tzw. międzyczasie. Wiem, że skracam itp., ale jeśli ktoś jest zainteresowany, może pogooglać albo obejrzeć.

Fabuła przedstawiona, czas zrównać film z poziomem Morza Martwego (405 m p.p.m.). Jako iż jest to amerykańska produkcja, muszą być następujące elementy:

  • dzielni amerykańscy żołnierze ryzykujący swoje życie dla idei
  • prezydent/wiceprezydent/ktoś równie ważny, który jest wplątany w intrygę i nie wie, że on tak naprawdę nie rządzi
  • jakaś kłócąca się para, która w końcu się zejdzie
  • patetyczne i wzniosłe teksty, które mają wywołać wzruszenie
  • dużo dramatycznych momentów, gdzie “nie wiadomo”, czy bohater przeżyje
  • nowa, nieznana broń
  • ogromna przyjaźń między bohaterami, jeden z nich musi mieć możliwość poświęcenia życia dla tego drugiego (oczywiście musi też przeżyć, bo najlepiej, żeby był też połową kłócącej się pary)
  • jakaś nieznana agencja/organizacja/cokolwiek w tym stylu, która myśli tylko o sobie (oczywiście metaforycznie, chodzi o ludzi tam pracujących)
  • dużo walki/siekanki/krwawej masakry piłą mechaniczną ;)
  • no i wszystko musi się skończyć szczęśliwie np. poprzez:
    • radosne zejście kłócącej się pary
    • szczęśliwy powrót żołnierzy do domu
    • rozwiązanie agencji/organizacji
    • powrót prawa i sprawiedliwości (hmmm… to przez przypadek ;) ) na świecie
    • reelekcję prezydenta/wiceprezydenta/kogokolwiek, kto jest ważny
    • i obowiązkowo zwycięstwo tych dobrych

No i “Transformers” miał te wszystkie elementy. Tyle, że musi to być wszystko w dobrych proporcajch i dobrze zmontowane np. “Kill Bill”, a, niestety, “Transformers” w momentach niby dramatycznych był śmieszny, a scena, gdy roboty walczyły ze sobą trwała z 15 minut (przynjamniej tyle się odczuwało). Potem wszystkie wzniosłe teksty wywoływały co najwyżej śmiech.

A może to po prostu ja nie nadaję się na widza, nie umiem wczuć się w sytuację i w ogóle? Nie wiem. W każdym bądź razie film mi się wybitnie nie podobał.

Opublikowany w Ogólna | Tagi: , , , | 244 Komentarze

Wolność, coraz więcej wolności!

Ostatnio świat obiegła wspaniała inforamcja, a mianowicie, dzięki pracy programistów Java stała się w pełni wolna i otwarta. Co to oznacza dla przeciętnego użytkownika. Jeśli jest to użytkownik systemu Windows - kompletnie nic, natomiast jeżeli używa którejś z dystrybucji Linuksa, najnowsze wydania powinny zawierać out-of-the-box zainstalowaną i skonfigurowaną Javę. Czyż to nie wspaniałe? Już wkrótce podobnie może być z Flashem dzięki projektowi Gnash bądź swfdec.

Skłoniło mnie to do stallmanowskiego zastanowienia się, jak wolny jest mój komputer. No i okazał się, iż jest całkiem nieźle. Z niewolnych programów mam tylko Operę i Skype, przy czym ten pierwszy jest używany tylko do testów stron www. Co do Skype’a natomiast, nie powiem, z niecierpliwością oczekuję wolnej implementacji, którą nawet roboczo nazwałem Epix, które czytane od tyłu jest zniekształconym słowem “Skype”. Wiem, że głupia nazwa, ale co tam.

Poza tym program vrms (Wirtualny RMS) wyrzucił mi, że mam zainstalowane linux-restricted-modules, unrar-nonfree, 2 zestawy ikon (które, tak na marginesie, są na licencji CC-BY-SA, więc nie wiem czemu znalazły się w zestawieniu) i non-free-codecs a dodatkowo na komputerze stacjonarnym fglrx.

I teraz iście Stallmanowskie pytanie. Czy to ogranicza moją wolność? Po kolei. Kodeki - nie, w końcu żyję w normalnym (przynajmniej w tym względzie) kraju, gdzie nie ma patentów na oprogramowanie. Dalej - unrar-nonfree - ja osobiście przedkładam funkcjonalność nad wolność. Podobnie w przypadku reszty pakietów. Wiem, że teoretycznie nie mam kontroli co się dzieje u mnie na komputerze, nie będę jednak rezygnował z dobrodziejstw compiza i AWN czy archiwum RAR na rzecz wolności. Nie zmiena to jednak faktu, że gdy kupowałem laptopa patrzyłem, czy wymaga ona jakiś dodatkowych środków, sterowników itp. Dzięki temu tam nie muszę mieć fglrx.

Chciałbym jeszcze powrócić do skype’a. Jest to jeden z programów, z których ciężko byłoby mi zrezygnować. Niby mogę robić promocję Ekigi i SIP, ale wiem, jak ciężko to idzie. Dlatego, jak wspomniałem już wcześniej, z niecierpliwością czekam na pakiet skype-free. Jedyna pomoc, jaką mogę w tym przypadku zaoferować, to zainstalować pakiet śledzący ruch czy coś takiego, coś na kształ renouveau, stworzone w ramach projektu Nouveau.

i teraz drodzy czytelnicy, jeśli znacie jakiś projekt, który potrzebuje pomocy i wsparcia, a na celu ma uwolnienie popularnych technologii, piszcie o tym w komentarzach. Prawdopodobnie każde ręce do pracy im się przydadzą.

Opublikowany w Ogólna | Tagi: , , , , , , , , , , , , , , | 4 Komentarze

Analiza reklam na “Cosiu” i odpowiedzi na kolejne pytania

Zaciekawiło mnie jakie reklamy pojawiają się na stronie głównej “Cosia”. Jeszcze niedawno związane one były głównie z pracą. Czyżbym tak dużo o tym wspominał? Ostatnio jednak pojawiły się też wszelkiego rodzaju wycieczki do Paryża, tanie hotele itp. Widocznie wypromowanie paryskich porad praktycznych zrobiło swoje. Zastanawia mnie jeszcze jedno. Dlaczego ciągle wyświetla się też reklama opisów gg?

Dobrze, analiza (w sumie to analizka) pokrótce zrobiona. Czas na odpowiedzi na nurtujące internautów pytania. Trochę się ich zebrało od ostatniego czasu.

  • analistic google wordpress - źle napisane analystic, ale co tam, sam kiedyś popelniałem taki błąd. Co do pytania. Wordpress nie ma w tym przypadku ułatwień (albo ja nic o nich nie wiem). Ja po prostu umieściłem kod w pliku footer.php, tuż przed znacznikiem </body>. Jest to chyba najsensowniejsze.
  • google analystic kod - wystarczy wejść w “Ustawienia Analystic”, następnie z listy profili internetowych wybrać interesującą nas stronę, nacisnąć “Edycja” w kolumnie “Ustawienia”, a następnie tam gdzie powinno być “odbieranie danych” jest link “Sprawdź status”. Klikamy tam i jest kod. Więcej na ten temat na stronach google.
  • google analystic jak umieścić - sytuacja analogiczna jak w poradzie pierwszej. Najlepiej tuż przed znacznikiem </body>.
  • google analystic gdzie na stronie - jak wyżej, przy czym w stronach, które mają nie tylko czysty HTML, ale też PHP dobrze jest umieścić kod w pliku, który używany jest na wszystkich podstronach. Da to możliwość śledzenia najpopularniejszych wpisów. Moim zdaniem najlepiej w stopce.
  • jak uruchomic awn - AWN - Avant Window Navigator - taki fajny programik pokazujący ikony otwartych aplikacji w stylu MacOS. Sam używam. W ubuntu należy najpierw go zainstalować wydając polecenie: sudo apt-get install avant-window-navigator awn-manager dzięki czemu AWN zostanie zainstalowany wraz z programem do konfiguracji. Następnie należy otworzyć menu System>Preferencje>Sesj, kliknąć dodaj i w rubrykę Nazwa wpisać np AWN a w polecenie avant-window-navigator. Można też uzupełnić rubrykę Opis.

I to już wszystko na teraz. Życzę miłego dnia.

Opublikowany w Ogólna | Tagi: , , , | Zostaw komentarz

Coś o “Coś…”

Ostatnio zauważyłem, że “Coś…” jest coraz bardziej popularny i zna go coraz więcej osób. Niestety, nazywają go blogiem, np. ostatnio mój znajomy się mnie pytał “A napisałeś coś dzisiaj na blogu?”. Nie lubię tego. Chcę być jedyny i niepowtarzalny. Dlatego też chciałbym pokrótce przedtawić założenia “Cosia”.

Primo - “Coś…” jak sama nazwa wskazuje jest bytem bliżej nieokreślonym, acz istniejącym. Czasem niusy/artykuły pojawiają się często (kilka na dzień), a czasem są długie przerwy. “Cosia” nie dotyczą reguły pisania regularnego.

Secundo - “Coś…” nie ma zdefiniowanej tematyki. Piszę o tym, na co mam ochotę. Nie będę się sztucznie ograniczał. Na razie jest to jedyne miejsce, gdzie mogę się spełniać w pisaniu felietonów i innych tym podobnych. Nie mam ograniczenia długości, ani sensowności. Sam jestem sobie naczelnym, korektorem i pisarzem.

Tertio - jako, że “Coś…” blogiem nie jest, a istnieje coś takiego jak tzw. “blogosfera”, ja będę oryginalny, i stworzę nową nazwę - “cosiosfera”. Patrząc na poprzednie punkty, można odnieść wrażenie, że jest to po prostu synonim internetu. W końcu skoro na “Cosiu” znaleźć się może wszystko, to jest dokładnie tak samo jak w sieci.

Cuatro - ostatnio UE chciała coś ograniczać w blogowaniu, a przynajmniej coś takiego o uszy mi się obiło. Cóż… Czytałem kiedyś felieton Joanny Szczepkowskiej o Hotellusie - nazwa wynikała z jakiś tam unijnych przepisów, jaki to hotel czy pensjonat być musi. Zmiana nazwy okazała się prostą metodą ominięcia przepisów. Poniekąd robię to samo. (Na marginesie, polecam felietony tej autorki - są po prostu świetne.)

Cinco - nie wiem czy to po łacinie, bo w kryminałach Chmielewskiej przeważnie liczy się do trzech, a z tej lektury czerpię moją znajomość tego dziwnego języka. Dlatego też (dlatego, że nie wiem, czy po łacinie), punktu piątego nie będzie.

I to chyba wszystko co miałem ciekawego do napisania. A, i jeszcze jedno. Pierwszy post zatytułowany był “Dobre złego początki (albo na odwrót)”. Podejmuję się oceny i uważam, że jednak wersja nawiasowa była bardziej prawdziwa. Moje obecne posty są dłuższe, ciekawsze i bardziej na temat (to moje zdanie).

I to już na pewno wszystko co mam ciekawego do napisania.

PS.: A jednak nie. Apeluję o nienazywanie “Cosia” blogiem, bo będę zły.

Opublikowany w Ogólna | Tagi: , , | 3 Komentarze

Wspólny bilet?!

Przed chwilą właśnie wróciłem z Teatru Powszechnego z Glengarry Glen Ross (jak będzie mi się chciało, to napiszę coś więcej), włączam komputer, patrzę na czytnik rss, a tam czeka na mnie TO. Od listopada ma być wspólny bilet na trasie Sulejówek (Miłosna w domyśle) - Pruszków. No szok po prostu.

Dla mnie byłoby to wspaniałe. Dzięki temu miałbym ok. 80 pociągów, a nie 40! Często jest tak, że rozkład się pięknie pokrywa tzn. raz pociąg (Koleje Mazowieckie), a raz SKMka. Mam nadzieję, że kolejarze dotrzymają obietnicy, a także, że za to dobrodziejstwo nie trzeba będzie dopłacać.

Coś co jednak mi się nie podoba, to primo: w niusie na gazeta.pl wsponiano tylko o biednych mieszkańcach Pruszkowa, tak jakby ludzie z Sulejówka nie cisnęli się w przepełnionych wagonach. Żeby tak się zdarzyło raz, ale nie, zawsze przy problemach kolejowych jest Pruszków, Otwock, Grodzisk, jakakolwiek inna miejscowość, która nie leży na trasie mińskiej. Secundo - parking “Park&Ride”. Hurra, rewelacja. Tyle że w Sulejówku (przy stacji Sulejówek-Miłosna), Woli Grzybowskiej i Wesołej jest to od dawien dawna - w moim mieście już chyba od 8 lat. Wprawdzie nie jest strzeżony, ale jest.

Jak będzie więcej informacji, na pewno o tym napiszę.

Opublikowany w Ogólna | Tagi: , , , , | Zostaw komentarz

XPath złem tego świata

Ostatnio bardzo często pracowałem w oparciu o DOM, XML i inne tego typu wynalazki W3C. No i było by fajnie, gdyby nie to, że prawie zawsze muszę używać XPath, które dla mnie jest czarną magią.

Zacznijmy od tego, że MOIM ZDANIEM, nie ma w sieci dobrego kursu tego języka. Wiem, że jest on przydatny, potęzny i o ogromnych możliwościach, ale co z tego, skoro nie wiem, jak z niego korzystać? Niby jest coś na W3School czy na MDC, ale jest to po prostu wypisanie całej funkcjonalości. Coś, na czym mi by zależało, to dobry kurs, krok po kroku, gdzie każda funkcjonalność to osobny rozdział, a wszystko to okraszone ogromną ilością przykładów.

Po drugie, co z tego, że sobie przygotuję piękne zapytanie (czasem nawet już potrafię jakieś proste - praktyka czyni mistrza), skoro potem php wyrzuca mi błąd. I to nawet nie wiadomo dokładnie czemu. I jak ja tu mam nie zwariować?

Poza tym, uważam, i powiem to jeszcze raz, że XPath to język z przyszłością, o ogromych możliwościach i wielkim potencjale. Przydałoby się jednak jakieś porządne opracowanie, jak używać, jak stosować w różnych językach np. php, jak tworzyć zapytania, a do tego duża ilość przykładów, które znacznie ułatwiają zrozumienie tematu.

EDIT: Wycofuję się, są manuale XPath, może niezbyt doskonałe, ale dzięki dużej ilości przykładów, zrozumiałe dla opornych (czyli np. dla mnie). Ja używałem manuala ze strony ygreg.com. Polecam!

Opublikowany w Ogólna | Tagi: , , , | 3 Komentarze

Wielkie porządki

Zebrałem się dzisiaj w sobie i zrobiłem na “Czymś…” wielkie porządki. Stało się tak dlatego, iż strona stała się strasznie zapuszczona.

Po pierwsze - poprawiłem zdecydowaną większość literówek. Poza tym mam zamiar jeszcze dzisiaj wdrożyć sevj. Dzięki temu zgłaszanie literówek będzie dużo, dużo łatwiejsze.

Poza tym ogarnąłem wreszcie tagi - dodałem dużo nowych, część zmieniłem na bardziej odpowiednie, kilka wykasowałem. Dzięki temu wyszukiwanie informacji powinno być jeszcze łatwiejsze.

Wreszcie zrobiłem też upgrade do najnowszego wordpressa. Podobno ma wiele fajnych funkcji. Cóż… ja jestem w tym przypadku typowe ZUO - nie wiem o co chodzi, nie umiem, nie korzystam i w ogóle…

Jedna rzecz, która mnie bardzo zmartwiła to to, iż na moim serwerze (60free.ovh.org - polecam!) nie można używać mod_rewrite. Trudno, przeżyję to.

Udało mi się też wreszcie wdrożyć Brian’s Threaded Comments. Dzięki temu być może już wkrótce zostanie wdrożona karma2 0.2.0. Dlaczego wkrótce? Bo najpierw muszę ją napisać i solidnie przetestować na np. osnews.pl ;)

Myślę, że w najbliższym czasie nie nastąpią żadne większe zmiany. Jedyne co ewentualnie może się zmienić to design strony, ale nie sądzę aby mi się chciało nad tym pracować.

EDIT 1: Zrobiłem też wyświetlanie na stronie głównej tylko streszczenia wpisu, gdyż ostatnio zacząłem się straszanie rozpisywać.

Opublikowany w Ogólna | Tagi: , , , , , , | Zostaw komentarz

Noc Teatrów ENTER

Jak wcześniej obiecałem, postanowiłem napisać o wspaniałym wydarzeniu kulturalnym, jakim na pewno będzie Noc Teatrów ENTER. Odbywać się ona w ramach Orange Warsaw Festival (wcześniej znanego jako Warsaw Street Festival, no ale w końcu pozyskanie sponsora nie jest takie łatwe) 6 września 2008.

Najpierw krótko o porozumieniu teatrów niezależnych ENTER. Przystąpiły do niego teatry: Konsekwentny, Druga Strefa, Wytwórnia, Montownia, Polonia i Studio Teatralne Koło. Zostało zawarte w celu zdobycia lepszej pozycji do negocjacji z miastem, a także łatwiejszego pozyskiwania środków UE.

W różnych miejsach Warszawy, owe 6 teatrów wystawiać będzie swoje najlepsze przedstawienia, i to za darmo! Pełen repertuar można zobaczyć na stornie empiku, ja natomiast chciałbym polecić kilka spektakli. Zacznę od sztandarowego dla mnie “Lamentu na Placu Konstytucji”. Jednym słowem - rewelacja. Większą ilością słów: samo życie pokazane w 3 monologach: babci, córki i wnuczki. Więcej napisać się nie da - po prostu TRZEBA zobaczyć. Poza tym ja osobiście wybieram się jeszcze na “Brzeg-Opole”. Na temat spektaklu poczytać można np. tutaj. Ja chciałbym skupić się w tym przypadku na innej kwestii, a mianowicie miejscu, gdzie odbywać się będzie owo przedstawienie. Jest to peron 1 Dworca Centralnego. Moim skromnym zdaniem jest to pomysł rewelacyjny, zdecydowanie wzmacniający i uwiarygadniający grę aktorską. W końcu skoro “Brzeg-Opole” to rozmowa 2 dziewczyn w przedziale pociągu na tytułowej trasie, to czy może być lepsze miejsce niż jeden z największych dworców w Polsce? Moim zdaniem nie.

Więcej na temat spektakli się nie wypowiem, bo ich nie znam, nie słyszałem i w ogóle. Chciałbym jednak polecić uczestniczenie w tym wydarzeniu, może dzięki temu na kulturalnej Warszawy pojawi się kolejny punkt.

Opublikowany w Ogólna | Tagi: , , , , | Zostaw komentarz

Bez tytułu ze względu na brak weny

Wracam sobie dzisiaj z Warszawy do mojej miejscowości, zadowolony, że złapałem pociąg wcześniejszy i zdążyłem kupić bilet (normalnie jeżdżę SKM, a nie KM). Dobrze, pociąg dojechał, wychodzę ze stacji, i przy sklepie RAJ na ulicy widzę małego, utykającego kotka. Zbliża się samochód. Zatrzymuje się jednak, wychodzi kobieta, zbliża się jakiś pijak, ja dzwonię do znajomej mojej mamy, która lubi koty, zajmuje się nimi i w ogóle.

Po kilku minutach wychodzi na to, że sam zostaję z kotkiem. I co mam robić? Z tego co słyszałem od tej znajomej, ani policja, ani straż miejska nie chcą przyjechać. Ona nie ma samochodu. Ja mam pełną torbę i rakietę do tenisa - nie dam rady sam iść. W koncu po 30 minutach przyjeżdża ta znajoma z mężem. On nie chce brać kota do samochodu. W końcu się zgodził wziąć na jedną noc, a jak jutro nie będzie chodził to “sam da mu kulkę”. Jak czekałem, zadzwoniłem do znajomego, który mieszka 2 minuty wolnym tempem na piechotę drogi od miejsca gdzie ja stałem. W końcu nie mógł wyjść i mi pomóc, a jego matka powiedziała, żebym to biedne zwierzątko zostawił. Nikt kota też nie chciał wziąć do domu.

W tak zwanym między czasie pomógł mi ten pijak, o którym pisałem wcześniej. Porozmawiał ze mną, powiedział, że kotka ktoś potrącił i zwiał. Zwierzak było widać, że jest głodny i wystraszony.

Naszły mnie w między czasie takie przemyślenia (które wypowiadałem głośno zresztą, coś a’la “Lament…”). Okazuje się, że najbardziej pomogła znajoma mamy, kobieta, która się spieszyła i pijak. Człowiek, po którym spodziewałem się pomocy, zaoferował tylko gotową działkę nienawiści. Nikt nie zareagował. Nikt. Wszyscy chcieli skazać tego kotka na pewną śmierć. Taki to jest popieprzony świat - wszyscy tak kochają zwierzęta, ale jak coś trzeba zrobić więcej niż dać jeść, nie ma chętnych.

Dlatego apeluję! LUDZIE! Pomyślcie czasem nie tylko o sobie, ale o wszystkim co was otacza. Naprawdę niewiele trzeba, żeby pomóc.

Opublikowany w Ogólna | Tagi: , , | Zostaw komentarz

“Wyjeżdżam na wycieczkę do Paryża, co warto kupić?” - i inne paryskie sprawy

Takie oto pytanie w google sprowadziło kogoś na moją stronę. Mogę się wypowiedzieć, jako iż w tym wspaniałym mieście byłem przez 3 tygodnie, dzięki siostrze (pozdrawiam!), która mieszka tam od roku.

Na pewno euro - nie jest to może odkrywcze, ale warto przypomnieć. Polecam mieć przy sobie aparat fotograficzny - jest tyle pięknych miejsc, które są warte uwiecznienia. Jeśli ktoś ma więcej pieniędzy, to nie warto brać ubrań na zapas - na mieście jest ogromna ilość pralni za przystępną cenę (chyba wraz z suszeniem). Polecam też wziąć kartę kredytową (i upewnić się, czy będzie działała za granicą! Niestety, szczególnie te płaskie - niezbyt fachowe określenie - często nie działają nigdzie), a dlaczego? O tym za chwilę.

Na miejscu warto kupić karnet biletów na metro/autobus. 10 biletów - 11,6 euro. UWAGA! Studenci, uczniowie i inni, którzy mają w Polsce zniżki też muszą kupić bilety normalne. Są bilety Tarif Reduit, ale tylko dla bezrobotnych (chyba). Jeśli ktoś jest jednak sprytny (jeszcze raz pozdrawiam siostrę), to może kupić 2 karnety - jeden normalny i jeden tarif reduit. Jeśli się wsiada i wysiada na małej stacji bez zmiany linii (mała stacja - góra 2 linie metra, ale najlepiej jak tylko jedna linia), można próbować skasować zniżkowy, gdyż łapią nie w pociągu, a na stacjach i to przeważnie dużych. Opcja nr 2 to jeśli się wsiada lub wysiada na dużej stacji, lepiej skasować normalny. Ważny jest on 2 godziny (ważne!). Jeśli się potem szybko wraca, można za 2 razem skasować zniżkowy, a przy ew. kontroli pokazywać normalny. (UWAGA! Autor nie ponosi odpowiedzialności za wykorzystywanie tych porad!) Można też kupić Catre Orange na tydzień, 2 tygodnie lub miesiąc, ale dokładnie nie wiem, jak to działa i ile kosztuje.

Co jeszcze. Velib’y (apostrof jest w nazwie własnej - mianownik - Velib’). Są to rowery miejskie. I tu się przydaje karta kredytowa. Można kupić bilet na 24h, 7 dni (ważny 7 * 24h, a nie jak bilet w Warszawie, który jest ważny do północy) bądź rok - nieopłacalne dla turystów. Kosztują one (bilety) odpowiednio 1 euro, 5 euro i 30 euro. Ten bilet daje nam możliwość wzięcia roweru na 30 minut bez dodatkowych opłat. Jeśli się ten czas przekroczy, płaci się karę. Za pierwsze pół godziny ponad czas - 1 euro, 2 pół godziny ponad czas - 2 euro, każde kolejne pół godziny ponad czas - 4 euro. Gdzie stoją Velib’y? Wszędzie, i to dosłownie. Wiem, że w kioskach i Tabacach - takie jakby kioski - można kupić mapę z zaznaczonymi stojakami. Jak używać Velib’a? Proste. Przy każdym “parkingu” jest automat. Jeśli kilka wersji językowych - francuska, angielska, hiszpańska, włoska i chyba rosyjska. Wybieramy odpowiadający nam język. Potem wybieramy opcję, że chcemy wziąć rower na podstawie kuponu (bilet na rok to karta zbliżeniowa, na dzień i tydzień - kupony). Wklepujemy numer klienta z kuponu, potem tajny kod, który wybraliśmy przy kupowaniu biletu, potem zgadzamy się, że ponosimy odpowiedzialność za rower, wybieramy, który rower chcemy (nr stanowiska), a na koniec podchodzimy do roweru, dotykamy przycisk przy stojaku i voila - mamy rower.

Teraz parę ważnych informacji na temat Velib’ów. Primo - kupienie kuponu powoduje zablokowanie na koncie 150 euro na maksymalnie 13 dni! Trzeba o tym pamiętać. Przed wzięciem roweru należy pamiętać o sprawdzeniu, czy koła są napompowane, dostosować siodełko do swojego wzrostu, sprawdzić, czy jest łańcuch i ogólnie czy rower jest sprawny. Dopiero potem go bierzemy. Rower jest odstawiony, gdy na stojaku pojawi się zielone światełko. Gdy będzie czerwone, próbujemy jeszcze raz odstawić. Dlatego też polecam odstawiać rower wcześniej niż po 29 minutach, bo mogą być problemy z odstawieniem, albo znalezieniem wolnego miejsca (szczególnie w centrum tzn. np. Hotel-de-Ville - wbrew pozorom to jest nazwa merostwa w każdym mieście). Jak się poruszać po mieście. Otóż ścieżki rowerowe są na pasach dla autobusów. Jest to też pas dla taksówek, na które radzę uważać. Poza tym jest wiele dróg jednokierunkowych. Mimo tego jeździ się dobrze lub bardzo dobrze, można spokojnie wjeżdżać na ronda, zjeżdżać na lewy pas bez zagrożenia życia. Najfajniej się wymija stojące w korku samochody :)

Velib’ to szybki i tani środek transportu. Po odsawieniu go nic nie stoi na przeszkodzie, aby wziąć ten sam rower ponownie. Czasem trzeba jednak odczekać 2 minuty. W automatach można sprawdzić, na ile się brało rower i ile trzeba ew. zapłacić (zostanie ściągnięte z karty kredytowej). Można też wziąć potwierdzenie (po raz kolejny pozdrawiam siostrę). I jeszcze jedno pytanie - skąd nazwa Velib’? Otóż to skrót od Velo Liberte (wiem, że są jakieś akcenty nad e, ale ja nie umiem po francusku) - velo - rower, liberte - wolność. Nie wiem jak to tłumaczyć :P (A propo liberte, hasła rewolucji francuskiej to: “liberte, egalite, fraternite”, czyli “wolność, równość, braterstwo” - u nas niestety wychodzi tylko to ostatnie :P )

Co jeszcze mogę napisać o Paryżu. Bagietka kosztuje ok. 85 centów i nie należy jej kupować w supermarketach, gdyż nie da się jej jeść. Nie należy kupować w niedzielę, gdyż wtedy otwarte są tylko sklepy Arabów, a ceny są zawrotne. Pieczywo i ciastka kupujemy w boulangerie - piekarnia i patisserie - ciastkarnia. Warzywa można kupić na targach, które są wszędzie i odbywają się przeważnie 2 razy w tygodniu. Można też je kupić w Alimentation General. Mięso kupuje się w supermarketach, chyba, że ma się za dużo pieniędzy, wtedy się idzie do mięsnego - boucherie. Najtańsze supermarkety to Franprix i Leader Price. Jeśli planuje się nagrywać zdjęcia na płyty np. z aparatu - to polecam wziąć CD lub DVD z Polski. We Francji nie można kupić 1 płyty, a ceny za 5 DVD zaczynają się od 12 euro. Jeśli się jest głodnym, bądź spragnionym nikotyny w postaci papierosów, zawsze można pójść do braserrie - są tam kanapki, kawa, papierosy i inne rzeczy pierwszej potrzeby. Często są czynne 24h/dobę.

Nie należy się zapuszczać do 20 dzielnicy w nocy ze względów bezpieczeństwa - ja raz przejeżdżałem i akurat płonął sobie samochód. Poza tym Paryż to raczej bezpieczne miasto.

Muzea są przeważnie w poniedziałki nieczynne. Bilety mają ceny raczej przystępne jak na zbiory. W zdecydowanej większości placówek wejście dla osób poniżej 18 lat jest za darmo. Nie polecam zwiedzać w weekend - przewalają się wtedy tłumy ludzi. W kasie raczej można się dogadać po angielsku, ale miło jest się nauczyć podstawowych zwrotów po francusku - wtedy wszyscy są milsi.

Paryż sensu stricte jest mały - ok. 6 na 7 km. Granica do tzw. periferique (nie wiem, czy tak się to pisze). Za nią nie ma nic ciekawego - no dobrze, może La defense - miasto biznesowe z nowoczesnym łukiem - jest tam Hot Spot WiFi. Łatwo tam trafić - przedłużenie Champs Elysee - też nie wiem, czy tak się pisze. Można dojechać metrem na zwykły bilet - linia 1 (żółta). Poza Paryżem też jest oczywiście Wersal. Można dojechać RERem C (RER to takie WKD, czyli kolejka podmiejska). Wystarczy kupić bilet na 5 strefę (2,9 euro w jedną stronę). Gdzie dokładnie wysiąść można się dowiedzieć z planu albo w kasach.

W niektórych liniach metra drzwi trzeba otworzyć samodzielnie ciągnąc taką wajchę bądź naciskając przycisk. W autobusie wchodzi się zawsze z przodu i trzeba albo pokazać Carte Orange, albo też skasować bilet. “Sortie” po francusku znaczy wyjście. Kierując się tym w metrze na pewno się nie zabłądzi. Nie polecam wysiadać na bardzo dużych stacjach jak np. dworzec Montparnasse - czasem nawet 15 minut trzeba poświęcić na wyjście z metra! Lepiej wysiąść stację wcześniej albo stację później.

I to chyba tyle praktycznych porad, jakie mogę udzielić. Może w przyszłości zrobię jeszcze listę miejsc, które polecam. Na razie powiem tylko tyle, że najlepiej zwiedzać albo na piechotę, albo na rowerze. Wychodzi tanio, a można zobaczyć wiele interesujących rzeczy, które nie są opisane w przewodnikach.

Opublikowany w Ogólna | Tagi: , , , | 1 Komentarz